Maria Skłodowska-Curie (2017) film do obejrzenia lub ściągnięcia na dysk!

Data publikacji: 2017-10-18

Maria Skłodowska-Curie (2017) film do obejrzenia lub ściągnięcia na dysk! Świetny film w szczególności na wieczór! Naprawdę wart obejrzenia! Nie pożałujesz, gdy go oglądniesz!

Maria Skłodowska-Curie Online

Maria Skłodowska-Curie Online

„Maria Skłodowska-Curie” to nie tylko wierna faktom opowieść o niesamowitym życiu naukowca, odkrywczyni dwóch pierwiastków – polonu i radu, ale przede wszystkim portret niezwykłej kobiety, która dzięki swojej inteligencji i wiedzy oraz nieprzeciętnym umiejętnościom zdołała przekonać do siebie świat nauki, od zawsze zdominowany przez mężczyzn. Jako pierwsza kobieta w Europie uzyskała tytuł doktora. W 1906 roku przyznano jej profesurę i równocześnie objęła własną katedrę na paryskiej Sorbonie, co we Francji było wydarzeniem bez precedensu. Była też pierwszą uczoną, która zdobyła Nobla. W dziejach tej nagrody nadal jest jedynym podwójnym laureatem, wyróżnionym w dwóch różnych dziedzinach naukowych. Film w reżyserii Marie Noëlle to jednak przede wszystkim portret Skłodowskiej-Curie, jakiej nie znaliśmy – czułej matki, kochającej żony, kobiety charyzmatycznej, zdecydowanej, choć pełnej dylematów i sprzeczności.

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ NA:

Maria Skłodowska-Curie Online

Maria Skłodowska-Curie Online

Maria Skłodowska-Curie Online

Maria Skłodowska-Curie Online

Maria Skłodowska-Curie Online

Zaprezentowany premierowo na Festiwalu Filmowym w Totonto film „Maria Skłodowska-Curie” śledzi losy związku bohaterki z mężem Pierrem (Charles Berling). Koniec przerwanej jego tragiczną śmiercią prywatnej i naukowej symbiozy staje się dla Skłodowskiej początkiem transformacji. Pretekstem, by zawalczyć o pozycję w zdominowanym przez mężczyzn świecie akademickim, który prycha ze wzgardą na myśl o profesjonalnej nobilitacji przedstawicielki „gorszej płci”.

Zawistni, protekcjonalni „koledzy” niezmiennie przypisują wszystkie zasługi Curie otaczającym ją panom. Grana przez Gruszkę badaczka z milczącą konsekwencją, ogładą i siłą, a także dyskretnym humorem, będzie drążyć tę skałę, z sukcesami na miarę czasów. To ciekawy i ważny trop, ale ciekawszy – tak z perspektywy dramaturgicznej, jak i emancypacyjnej – jest wątek prywatny. Po dłuższym okresie samotności Maria nawiązuje romans z innym naukowcem, przyjacielem rodziny Paulem Langevinem (Arieh Worthalter).

Ich uczucie jest ewidentnie szczere i głębokie, jednak mężczyzna jest żonaty, a jego żona, określona wyłącznie byciem żoną, zrobi wszystko, by go zatrzymać. Pozornie postępowy intelektualista ugina kark przed społecznymi oczekiwaniami. Ofiarą tego tchórzostwa staje się jego partnerka, bezlitośnie rozliczana przez otoczenie i media z tego, co robi w alkowie. Jak słusznie zauważa Curie w scenie spotkania z przybyłym z informacją od drugim Noblu ambasadorem Szwecji, „gdyby komisja troskała się miłosnymi wybrykami nominowanych bez względu na płeć, nie miałaby komu przyznawać nagród”.

Podwójny standard, stosowany wobec kobiet i mężczyzn to ciekawy znak czasów, sygnał, ile się od tamtej pory zmieniło. Swoją drogą, melancholią napawa myśl, że jeszcze sto lat temu „tabloidy” skłonne były ekscytować się życiem intymnym noblistów, a nie sezonowych gwiazdek. Dziś reportaż o ekscesach najwybitniejszych nawet chemików raczej by się nie „kliknął”.

Gruszka może się bardzo podobać w roli Curie. Wybiera delikatne metody kreślenia mocnego przecież charakteru, nie gra siłowo, nie szarżuje. Niemal posągowy idealizm jej postaci rozbijają urokliwe, emocjonalne, niekiedy filuterne sceny rozmów z siostrą (świetna Izabela Kuna), miłość do córek, rozkwitająca zmysłowość w relacji z Paulem. Spowitej w szczelne czernie bohaterce daje to światło tak duchowe, jak i fizyczne. W licznych rozbieranych scenach filigranowa Gruszka przenika przez ekran niczym spowita w świetlny kokon nimfa, co podkreśla – konsekwentnie stosowane przez cały film – jasne, rozmyte światło. Kreowana przez Gruszkę noblistka jest zdecydowanie bardziej eteryczna i dziewczęca, niż dominująca w powszechnym wyobrażeniu pani z kokiem czarno-białych fotografii. „Maria Skłodowska-Curie” to film w pierwszej kolejności o kobiecie – w drugiej o wybitnej postaci. W ostatecznym rozrachunku obrazowi brak jednak iskierki, jakiejś charyzmy, która wyniosłaby go na wyżyny, uczyniła odkryciem godnym odkrywczyni Radu i Polonu. Jest dobrze, ale nie na Nobla.