Zawsze jest czas na miłość Online

Zawsze jest czas na miłość, Lektor PL (2017) film do obejrzenia lub ściągnięcia na dysk!

Data publikacji: 2017-10-17

Zawsze jest czas na miłość, Lektor PL (2017) film do obejrzenia lub ściągnięcia na dysk! Świetny film w szczególności na wieczór! Naprawdę wart obejrzenia! Nie pożałujesz, gdy go oglądniesz!

Zawsze jest czas na miłość Online

Zawsze jest czas na miłość Online

Zawsze jest czas na miłość Online

Starsza kobieta pomaga nowo poznanemu mężczyźnie walczyć o dom. Przekonuje się, że nawet w jesieni życia miłość jest możliwa.

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ NA:

Zawsze jest czas na miłość Online

Zawsze jest czas na miłość Online

Zawsze jest czas na miłość Online

Zawsze jest czas na miłość Online

Zawsze jest czas na miłość Online

Emily Walters (Keaton) jest amerykańską wdową mieszkającą w sąsiadującej z wiejskim otoczeniem dzielnicy Londynu. Kobieta nie może jednak znaleźć sobie miejsca w życiu. Nie ma głowy do takich „drobnostek” jak własne mieszkanie, finanse czy przyszłość własnego syna. Pewnego dnia poznaje ekscentrycznego właściciela osobliwej chatki znajdującej się na obrzeżach miasta (Gleeson). Między nimi rodzi się wyjątkowa więź, która przeczy wszystkim konwenansom. Wkrótce mężczyzna staje się celem nieuczciwych przedsiębiorców, którzy chcą go wysiedlić. Emily zrobi wszystko, aby mu pomóc, ryzykując nawet odrzucenie przez grono dotychczasowych znajomych. Mężczyzna okazuje się być wrażliwym romantykiem, a nietypowa relacja z każdym dniem przeradza się w „coś więcej”. Niespodziewany romans wypełnia lukę w życiu obojga.

Richard Curtis to jeden z reżyserów-instytucji: widz, który wybiera się do kina na jego film, ma prawdopodobnie mocno sprecyzowane oczekiwania. Komedia twórcy „Czterech wesel i pogrzebu” i „Notting Hill” z miłością w tytule? Przecież przerabialiśmy to już wiele razy, tylko gdzie jest Hugh Grant? Jak się okazuje, weteran komedii romantycznych wciąż potrafi tchnąć trochę świeżości w przemaglowany przez siebie gatunek.

Główny bohater filmu „Czas na miłość” to Tim (w tej roli Domhnall Gleeson): sympatyczna, rudowłosa wersja postaci, która do tej pory miała twarz Hugh Granta. Tim ma jednak w zanadrzu sztuczkę, za jaką wszyscy bohaterowie poprzednich filmów Curtisa daliby się pokroić: potrafi cofać się w czasie. Towarzyska wpadka? Niewykorzystana okazja? Głupi tekst rujnujący szanse na olśnienie potencjalnej miłości życia? Nie ma problemu: dzięki mocy przekazywanej w jego rodzinie z ojca na syna, Tim może wrócić do (prawie) dowolnego momentu ze swojej przeszłości. Zdolność tę wykorzystuje – oczywiście – do odnalezienia tego, czego brakuje w życiu 21-latka najbardziej: wielkiej miłości.

Niech nie niepokoi was fantastyczny wątek w tej historii: teoria podróży w czasie nie jest w filmie zbyt rozwinięta, a typowe paradoksy wynikające z modyfikowania przeszłości pozostają nietknięte. Parafrazując popularny dowcip: „cofam się w czasie, to się cofam, po co drążyć temat?”. „Czas na miłość” to nie film science fiction, a niezwykła moc bohatera jest jedynie pretekstem do opowiedzenia całkiem innej historii.

Polski tytuł filmu sugeruje, że możemy spodziewać się typowej komedii romantycznej. Nie jest to do końca prawdą. W miejscu, gdzie większość filmów Richarda Curtisa się kończyła (chłopak poznaje dziewczynę, po rozmaitych perypetiach zostają parą – lub uświadamiają sobie, że to jednak nie to), „Czas na miłość” dopiero się rozkręca. Oryginalny tytuł dzieła można przetłumaczyć raczej jako „Najwyższa pora”, i to właśnie on odnosi się do faktycznego, najważniejszego wątku filmu. Miłość wciąż pozostaje głównym przedmiotem zainteresowania reżysera, można jednak zaryzykować stwierdzenie, że ważniejsza niż rozwijająca się znajomość Tima i Mary jest relacja między głównym bohaterem a jego ojcem. Bez obaw – wciąż pozostajemy w obrębie gatunku. Nie oczekujcie rozdzierających analiz ludzkiej egzystencji: „Czas na miłość” powstał po to, abyście wychodząc z kina poczuli się lepiej niż dwie godziny wcześniej.

Jak zwykle u Curtisa, mocnym punktem filmu pozostaje obsada. Szkoda klawiatury na rozwodzenie się nad jak zwykle doskonałym Billem Nighy. W głównych rolach obsadzono Rachel McAdams i Domnhalla Curtisa, między którymi na ekranie rozwija się całkiem przekonująca chemia. Na dalszym planie wystąpili między innymi Lydia Wilson (w klasycznej u Curtisa roli nieco oderwanej od rzeczywistości postaci kobiecej) oraz Richard Cordery (jako równie typowy dla dzieł reżysera bohater z trudnościami w kontaktach ze światem zewnętrznym).

Jak napisał o filmie recenzent „Guardiana”: krytykowanie tego filmu to jak przeprowadzanie sekcji zwłok szczeniaczka labradora. Czy warto wybrać się na niego do kina? To zależy. Jeśli nie wyobrażacie sobie Bożego Narodzenia bez „To właśnie miłość”, czekacie na nowego wiecznego chłopca Hollywood i lubicie uronić łezkę wzruszenia w ostatnim rzędzie, biegnijcie po bilety. Jeśli nie – zaaplikowana dawka słodkości i sentymentalizmu może okazać się nie do przełknięcia.

Napisz odpowiedź!

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*